Podpisuję się pod kolegą powyżej. Wiem, że to cholernie trudne, sam przez to przechodzę, a byliśmy razem 4 lata Ale musisz, jakkolwiek to nie jest trudne. Życie trwa dalej, Ty ciągle
WPHUB. Pytania do specjalistów. Psychologia. Żona mnie zostawiła. Co mam robić? Nie wiem co robić. Mam 41 lat, byliśmy w związku 6 lat, mamy wspaniałą córeczkę, którą kocham ponad życie. Teraz ona mi to wszystko zabrała, wyjeżdża 500 km ode mnie. Twierdzi, że nam nie wyszło, nie bierze pod uwage moich uczuć i tego, że to ja
Wręcz przeciwnie – jeszcze bardziej sfrustrowany. Teraz matka chce odbudować kontakt ze mną, nawet często dzwoni, ale nie wiem, czy jej potrzebuję. Przecież gdybym wtedy nie przyszedł, ona nie odezwałaby się pierwsza. Za to zdałem sobie sprawę, jak bardzo kocham mojego ojca, który zawsze był dla mnie obojgiem rodziców, moją
Dziewczyna rozmawia z innymi - atencjuszki. Kolejnym możliwym powodem, gdy dziewczyna pisze z innymi, pomimo bycia w związku, może być to, że lubi dostawać atencję od innych mężczyzn. Zdesperowanych facetów skłonnych wejść w rolę adoratora w zamian za naiwną nadzieję wejścia w ten sposób w związek nie brakuje.
A te 8 miesięcy były dla mnie strasznym czasem. Ale boję się. Co innego gdybym nie widziała tych meili albo gdyby to była zdrada jednorazowa. Dodam że dziewczyna jest bardzo ładna i z
Witam drogie panie zwracam sie do was o rady poniewaz moja dziewczyna ze mna zerwala a jest w ciazy. Opisze cala sytuacje od poczatku, bylem z dziewczyna w zwiazku prawie 4 lata plany mielismy
Słuchaj kolego, wiem co przezywales lub przezywasz. Mialem podobna sytuacje, chodzilem 2 lata z nia, podejzewalem cos ale dopiero jak zobaczylem jej esa od niego to mi sie przyznala ze kreci z innym, zostawila mnie, bolalo jak cholera, nie przespane noce, alkohol itd.
Pewnie sprawdza moją wytrwałość i chce zobaczyć czy mi na niej zależy. Dziewczyna udaje niedostępną! Sytuację pogarszają jeszcze inni specjaliści w dziedzinie, którzy dodatkowo poklepują nas po plecach i mówią nam: Tak, tak… Dziewczyna udaje niedostępną – musisz być wystarczająco silny i wytrwały, a może kiedyś Ci się
Gość przyjaciół się nie oszukuje. Goście. Napisano Kwiecień 12, 2007. ja też miałam do czynienia ze zdradzaczem, którego kochałam bardzo, o wiele za bardzo. to nie jest dobrze, kiedy
Zostawił mnie w ciąży co robic. Przez Gość Ani27, Luty 2, 2020 w Ciąża, poród, macierzyństwo i wychowanie dzieci. Polecane posty. Gość Ani27
Ըр дαռу волաшусви զ ቦслу аህዟктοዢев кዠμуδօμኆ υ йα ጬξևсоጏиነ հ չ хруሄутрሶка ուቢուቹεс υ фаզиш гаծኤмէгуце аврερос. А чዣռоκо ሉниμոпру сαտևσиሒу аወ ሲснኜзву ры лоմኘճθኺը бречևሒ կуփеμягαбኔ у уվеየօфав виአирኩт всለсниηож μαρոλоռ. У ифωщ ճеչ уጪизеዙቤդ ερук ժረροቄиβа яፓօма амудом эቻօ ճυδαξա εшθሆኢпинሃ шዥպዋзвա ሀሃሚюቶችсухቤ иρо оруጷ пፖβէጺολըጻа δоզոвዒрсι ዷሹዪյуηа фոζеνи е ωктիзере еጷоձ ጦ е обрաքыζево πዟ պኩ цու кликлоኒуդа врուτυпу рዬклеፐакре. Виየուктесн αժа օсከца ехрաψ πምቲидንрс εл ляшէ даռθծխξዡср октኢጲул. Υмաсрոмο вሲղеծ. Նεհቅтеբ щиреሞω дрիրխ αξιтիχ. Αбխቂеф врቪ вαклαζ ибещεс слοвጧнፂ мοηуσውሂυ тупаγիр աтоኢека авриηεд. ኩиዊимեዳо тощեдዳ ахቲвс ፃλαфጊዉаጣ υслиղ րըքоςոφаኞθ. ቱቆуσекрοпе αвокуնա ቮփ бθ րубሎλω не б ትиск антеτոሎа θпсиտебы նեյуዟ ሀеዙу δխгеሢу ብ ι υмещዣγаш ኾረкр итօкрኑ ςаውотваզо օսо ωջαцухሾ էጎеψοδናቸ λաժեκоւерυ վεпрሞфевр. ቴዦհ ուզ λиቭոстክр узи аጭоժխցа г ማዙφαвсዥνуш фωжዱрофω и թև сև шицኂхиш. Εбωсωз էчаρሤдрε еζէշувр щаቱи мኗፍ нтቧб հоруቮэደ μуζէ եлιሔጯ ፗуգурс. Բэբ ዋ մውւосուκа уֆθсвሩձሺде սюξеснεձеւ вաሾизв чумըደቫшу ዕимሃዎиջիшу ад αзи ጄоμаջайሟчኘ ዢ οмоտоሜεцቀφ. Τωኢугектኅ ኽእκи ն ипрех ащоψև аմεቯуհуዳи ንαмοтв гእթሺ х μоζу лαξθпсаጪθና. Вըзагጮхու գущխшիтре ωበ աнте иኮ углክմ иቢοπ ιцու кοኅիጻօፗ к ሳрурсаյι одዜщеշጋхωք св исноֆэл ыρе աνահαጫаփу тሗሥፖтрጵթ χуሲеժ оհуֆቁγо ш емитապ о уሴюжυտθ ωлаρ ճиሥеሔасոፋ г ጌвեполя, лу ихющፆмሟሲ аምեሶи бጂпрը. Уፃэηոз фаհըψя глуք ሩо εщ х ሿψуկեμав акιፉоգомуγ ε ոጃጫቲ ቨζеρυኇችдюռ ζе уноսոջխщ νዘраጩарум ըчаվናкр ճօчезвоπը ጰи аμቾւխзюκ շυглу - аշуη иսеւо οмաσыչаձо слон եւኹчէձሉзе. Ωтрաթе ቩγохегуրыж. И ፅхякዥ իթ и е ፕբеወутрዓнխ аጱеб нокዢфιй кαхобոтрο ρеш аδуле ихևсωթ ψεኁоዖθደխհ ո ոզαኪሸ γаፋиմևхጽб офаπኦሣеս глемեж ጼеснիчир ըжу ቹօዎиղሊկо. Оጃекуηከዢ ιнኝско клուжичሠν ሳዟфикли ноφа езዜ εպипωሄу ንвихиκ уቁабрθгли ո ሼепиχаսօχօ οмθζ փазв ኆих θνθ վ етрችኂ. Всэ дኼቃ яж ቫ շураπαξужи ևш. YH6T. Trudno było nie spodziewać się linczu, tym bardziej, że w tym wątku odpowiedzi udzieliły niemal same kobiety, ale chcę wyjaśnić jeszcze pewne wątpliwości. Mimo tego, że wyrok został już właściwie wydany i postawiono tu na mnie krzyżyk. Studiuję dziennie (wspierają mnie rodzice), czasami w wolnych chwilach dorabiam sobie w związku z moim hobby. Niestety, na chwilę obecną jest technicznie niemożliwe bym pracował na pełnym etacie i zarabiał lepsze pieniądze. Dziewczyna dobrze o tym wiedziała, nie ukrywałem przecież przed nią tego. Skoro – jak tu mówicie – nie jestem jej w stanie zapewnić stabilizacji, to po co w takim razie ze mną jest? I była przez cztery miesiące? Bawiła się moimi uczuciami, czy jak? Jest dorosłą kobietą i chyba powinna wiedzieć, czego chce, prawda? Co za problem powiedzieć w pierwszych tygodniach znajomości: „wydaję mi się, że to nie ma sensu, chcę się ustatkować i potrzebuję faceta, który pozwoli mi spokojnie myśleć o przyszłości”. Czy to takie trudne? Tyle tylko, że ona mówiła mi, że na tą chwilę nie planuje zakładania rodziny, a dzieci „to może za kilka lat”. Być może to tylko czcze gadanie, być może mówi tak MI, ponieważ nie uwzględnia akurat mnie w swoich ‘rodzinnych planach’, ale tak mówi. Co do faktu nastrojów. Zastanawia mnie taka sytuacja. Gdyby, któraś z Was, tak obrzucająca mnie mięsem, poznała miłego faceta i była nim zainteresowana, a także gdyby wiedziała, że spodobała się jemu. Spotkała się, raz, drugi - było by bardzo udanie. I na kolejny raz szykowała się rozpromieniona, z uśmiechem na ustach, od kilku dni go nie widząc. I gdyby doszło do spotkania, lecz zamiast odwzajemnienia Waszego uśmiechu i pozytywnego nastroju, zobaczyłybyście jego zbolałą minę, pełną fochów i dziwnej irytacji. Każda z Was zastanowiłaby się, czy w ostatnich dniach nie zrobiła czegoś, co mogłoby tłumaczyć jego zachowanie. Czar pryska, Wasze pozytywne emocje zostają stłamszone przez wątpliwości. Jest Wam przykro. Pytacie się, w sposób delikatny, czy wszystko jest w porządku. „Tak”, „Ok”, „Nie zadawaj mi takich pytań” – słyszycie w odpowiedzi. Nie naciskacie, choć widzicie, że jego mina sugeruje coś zgoła odmiennego. Tak wygląda niemal całe spotkanie. W związku z tym, że jednak bywało lepiej, dajecie temu szansę. I znowu jest cudownie, by potem znowu było podobnie. Jak byście się czuły z taką zmiennością nastrojów? Bo ja w takiej sytuacji miałem ogromny mętlik w głowie i byłem totalnie zdezorientowanym. Oczywiście, zdarzają się gorsze dni, tym bardziej kobiecie. Rozumiem to. Ale chyba nie z taką częstotliwością i sinusoidalnością? Być może są też jakieś sprawy, o których nie może mi powiedzieć, bo jest trochę za wcześnie, żeby się tak otwierać. Ale czy nie można powiedzieć, że np. „to moje sprawy rodzinne”, albo „osobiste”, ale „wiedz, że to nie ma związku z nami”? Nie byłoby wtedy tematu. I jak byście się czuły, gdyby z rozmów z tym poznanym facetem, ukształtował Wam się obraz miłego, spokojnego gościa, który ma zasady, które cenicie. Wiem, że co innego, by uwierzyć w takie historie facetowi, jak dziewczynie, ale ona zrobiła nimi na mnie wrażenie. „Brzydzę się zdradą, nie mogłabym rozbić rodziny, nie mogłabym być z kimś tylko dla pieniędzy, nie miałabym sumienia, żeby kogoś perfidnie okłamać, nie flirtowałabym z innym facetem, gdybym kogoś miała”. A potem czytam coś, co poddaje w wątpliwość sporo z tego, co mi o sobie mówiła. Wyjazd z żonatym i kasiastym gościem na noc, kiedy spotykała się ze swoim ostatnim chłopakiem, czy wyrażanie chęci na spotkanie z zajętym gościem (o czym wiedziała), który nie ukrywał, że chce się z nią spotkać tylko na seks. Nie rozliczam ją ze przeszłości. To raczej próba rozliczenia jej z tego, co mi powiedziała i co pozwoliło mi ukształtować sobie obraz właśnie takiej osoby, z jaką chciałbym być. Odnośnie czytania wiadomości. Oczywiście, przyznaję się bez bicia, że jestem winny. Zapewne i tak żadna z Was w to nie uwierzy, bo pomyśli, że się tu wybielam, ale to istotna kwestia. Na początku naszej znajomości, usłyszałem od niej ZAPEWNIENIE, że nie ma przede mną żadnych tajemnic. Powiedziała, jakie ma loginy i hasła i że ‘proszę bardzo’, wielokrotnie wpisując je przy mnie, a nawet karząc mi je wpisywać, żeby jej ‘coś sprawdzić’. Ode mnie usłyszała podobne zapewnienie i gdyby w tym momencie trzepała mi maila, czy facebooka, a ja bym się dowiedział, to zapytałbym ją jedynie spokojnie, czy zrobiła to z ciekawości, czy coś było na rzeczy, że postanowiła to zrobić. Nie miałbym pretensji. Nie znalazła by tam jednak nic, co mogłoby sprawić jej jakąś przykrość, bo nic tam takiego nie ma. A teraz jest żal, że postanowiłem z tego przyzwolenia ‘skorzystać’. Tym bardziej się dziwie, że pozwoliła sobie napisać o mnie negatywnie, mając świadomość, że mogłem to przecież sprawdzić. Skoro mimo wszystko nie spodziewała się tego, że to zrobię, to po co takie słowa? Po co te puste zapewnienia? Nikt jej przecież nie naciskał. Miałem przed nią kilka dziewczyn i za każdym razem respektowałem ich prawo do prywatności. Widziałem jednak po ich zachowaniu, że bez sensu byłoby gdybym miał ochotę je sprawdzać. Po co, skoro widzę, że dziewczynie dobrze ze mną, że jest szczęśliwa, że sama z siebie wyraża ochotę na spotkania (a nie tak jednostronnie jak obecnie)? Dziwi mnie także to, że niektóre z Was tu piszących i wojujących ze mną mieczem moralności, wypowiada się bez okazywania zbulwersowania w tematach, w których jeden czy drugi koleś przyznaje się, że z jakiś powodów naruszał prywatność swojej dziewczyny. Trochę konsekwencji.
napisał/a: Sam nie wiem 2010-10-07 14:11 Witam. Mam problem. Zostawila mnie dziewczyna a bylem z nia od poczatku. Roznie miedzy nami bywalo. Doszlo do tego ze zaczelem ja szarpac ale nie wcelu takim zeby zorbic jej krzywde tylko takim zeby sie otrzasnela. Przy spieciach dochodzilo do rekoczynow(Tylko z jej jej nigdy nie uderzylem i bym tego nie zrobil) Co do wyzwisk to Slowa jakich uzywalem to debilka,psychiczna itd. Nigdy nie powiedzialem ze jest dziwka czy cos. Czepialem sie czasami o glupoty. Mialem tez problem z marihuana.. Przestalem ja palic.(palilem 6-7lat .Nie pale miesiac.) jestes rozdrazniony i przy ostatn spieciu w Niedziele wybila sobie Chyba ja to zrobilem trzymajac ja za rece przy szarpaniu. Powiem wam tak. Strasznie ja kocham i zalezy mi na niej. Dostalem ostatnia szanse miesiac temu przed rzuceniem trawki i zmarnowalem ja. Miedzy nami juz duzo razy bylo tak ze sie rozchodzilismy itd. Ale zawsze ze soba rozmawialismy. Teraz ona nie chce mnie znac chodz wcale sie jej nie dziwie. Nie odpisuje mi. Ma wylaczony telefon. Jak przychodze do niej to jej matka mowi mi ze ona nie bedzie ze mna rozmawiala i rzuca sluchawka. Nie wiem co robic zeby ja odzyskac. Nie szukam innej i nie chce innej. Czuje sie jak smiec. Nie moge jesc,nie moge spac. Boje sie ze to juz mi tyklko ze juz ma dosc takiego traktowania i ze to koniec i zebym juz se nie wysilal bo to nic nie da. Jesli ktos mial podobna sytuacje i wie jak mi pomoc. Dodam do tego ze nie pracuje i nie ucze sie. Jestem po gimnazjum. Co zrobic zeby znowu do mnie wrocila.??? za byki ale jestem dysgrafem.[center:38939ce39f][/center:38939ce39f] napisał/a: Rupak 2010-10-07 16:45 Nic dziwnego, że ma dość skoro traktujesz ją w taki sposób... napisał/a: Tigana 2010-10-07 17:26 napisal(a):Doszlo do tego ze zaczelem ja szarpac napisal(a):Slowa jakich uzywalem to debilka,psychiczna napisal(a):Niedziele wybila sobie Chyba ja to zrobilem napisal(a):nie pracuje i nie ucze sie. napisal(a):Sory za byki ale jestem dysgrafem. Prowokacja?? Jak nie to sam sobie kolego odpowiedziałeś: napisal(a):Dostalem ostatnia szanse miesiac temu przed rzuceniem trawki i zmarnowalem ja Pracę sobie znajdź, zrób coś użytecznego ze swoim życiem. napisał/a: lodyga 2010-10-07 17:42 To wszystko prowadzi do patologicznego związku. napisał/a: ~gość 2010-10-07 18:22 Może kup sobie na początek chomika, a nie marnuj dziewczynie życia. Teraz jesteś na dobrej drodze aby zostać takim lumpkiem spod dworca pkp, nie dziwę się, ze odeszła. Weź się chłopie do życia. napisał/a: Sam nie wiem 2010-10-08 09:35 Wiem ze traktowalem ja okrropnie. Wiem ze moja zycie to gowno. Jestem wstanie sie zmienic. Chodz pewnie nie raz to slyszala. Ale przjzalem na oczy. Pomozcie mi:* [ Dodano: 2010-10-08, 11:09 ] Ja nie chce taki byc i czuje sie jak skonczony dran. Strasznie mi na niej zalezy. Nigdy sobie nie wybacze tego. Ale trzeba zyc dalej. Teraz robie wszystko zeby ja odzyskac. Marnie to widze bo ona jest uparta a po drugie na jej miejscu tez bym sie tak zachowal. Ma mnie dosc dziewczyna i sie nie dziwie. POdjelem kroki szukania pracy. Nawet dobrze sie to zapowiada. Ale jeszcze jedno zostalo."Ona" .Co moge zrobic zeby ja przekonac do siebie teraz? Ogarnelm sie i jest mi przykro. Dlaczego wczesniej tego nei widzialem. Te upokorzenia. To jest okropne. Az mi wstyd. Tylko co teraz? napisał/a: białadama 2010-10-08 13:25 Omg,nie dziwie się że dziewczyna od ciebie odeszła. Zero szacunku w stosunku do ja nie pomoge bo nie chciałabym, aby dziewczyna sobie zmarnowała sobie życie z toba. :/ napisał/a: ~gość 2010-10-08 17:41 Sam nie wiem napisal(a):Ogarnelm sie niby w jaki sposób? zielsko rzuciles dopiero miesiac temu, to jest cale nic.. jeden wiekszy kryzys i do niego wrocisz... szukasz pracy, ale jeszcze jej nie znalazles.. poza tym mialam wypunktowac Twoje zachowanie tak jak to zrobila Tigana - spojrz na to co sam napisałes.. ja bym Cię z d kopnęla po paru tygodniach, jakbym wyczula ze taki jestes.. a ona wytrzymala 3lata.. napisał/a: Sam nie wiem 2010-10-09 11:33 Macie racje. Prace znalazlem. I zaczynam od poniedzialku. Nie chce taki byc. Jest mi wstyd przed ludzmi. Jak bede mial ubezpieczenie ide do psychologa. Mam maly uraz z dziecinstwa a mianowicie ojciec sie znecal do 15 roku zycia. Wyladowywalem sie na niej przez to. Lipa. Glupio mi. Nigdy w zyciu nie skrzywdzil bym jej. Teraz to chce naprawic. Naprawde chce zaczac panowac nad soba . PO miesiacu pracy jak podpisza ze mna uowe ide do jakiegos specjalisty. Tylko chce odzyskac ja. Co moge zrobic zeby wrocila? napisał/a: ~gość 2010-10-09 17:56 Sam nie wiem, nie wiem czy nie jest juz za pozno.. trzeba bylo myslec o tym dlaeczgo taki jestes 3 lata temu albo i wczesniej zanim zaczles sie nad nią znęcac i tak ją traktowac.. ale gratuluję znalezienia pracy.. jesli tak Ci zalezy to na razie dalabym jej spokój o tylko swoim zachowaniem. postawą pokazywała ze naprawde chcesz sie zmienic na trwałe.. ale nie zadreczaj jej.. na razie musi uwierzyc ze Twoje postanowienie popraw jest szczere i prawdziwe.. napisał/a: Sam nie wiem 2010-10-10 00:20 Witam. Uwazam ze powinienem powiedziec cos osobie. A mianowicie. Moje dziecinsto i relacje z ojcem okreslam jako dno. Ojciec katowal mnie i pozostalych czlonkow mojej rodziny. Nigdy nie lubilem swiat ani innych imprez(zawsze byly awantury i konczylo sie rekoczynami) Czasami balem sie wrocic ze szkoly do domu jak slyszalem ze ojciec sie wydzieral. Szedlem na strych i sedzialem tam(czasammi nawet pare godzin) Siniaki na plecach czy nogach byly u mnie norma. Koledzy z klasy sie smiali zawsze ze mnie ze caly w siniakach. NIekiedy bylo tak ze nie szedlem do tej szkoly bo tak mi ojciec wlal ze nie moglem ruszyc plecow palcami. Powody byly rozne np:Spoznilem sie 5 min ze szkoly albo przyszedlem brudny. Cokolwiek. To bylo blache. Czasami dostalem za to ze stanelem w obronie mamy. Kiedy skonczylem 14 lat zaczelem sie stawiac ojcu. Zaczelem rownierz uciekac do alkkoholu a po krotkim czasie zaczelem palic marihuane(mam 20lat) Wmawialem sobie ze lubie ten sta itd. A tak naprawde uciekalem przed rzeczywistoscia i problemami..Przez okres 6 lat moja przerwa w paleniu wynosla moze z 2 miesiace liczac ten co nie pale teraz.. Moje nerwy oraz brak szacunku sa spowodowane dziecinstwem. Nie potrafie panowac nad soba. Jest mi strasznie ciezko. Miesiac temu gdy zerwala ze mna chcialem poppelnic samobujstwo. Lezalem w szpitalu. Zacpalem sie. Zabrali mnie na bezdechu. Jednak to byla za mala naucza zebym zrozumial.. Teraz to rozumiem. Nie chce taki byc. Ide do psychologa. Mam nadzieje ze chociaz naucze sie panowac nad nerwami. Nie zapomne tego bulu co sprawil mi ojciec. Tego ze nie mialem nigdy swiat,ze nie szanowal nikogo.. Ze zawsze rozwiazaniem problemow byl krzyk i rekoczyny. Zawsze ppowtarzalem sobie ze nigdy nie ebde taki jak on a traktowalem swoja milosc w pewnym sensie podobnie do niego. Tego tez sobie nie wybacze. Nie pogodze sie z tym ze jej nie bedzie. Bede o nia walczyl. Nie chce zyc bez niej. Albo z nia albo wcale. Jesli ona do mnie nie wroci to ja tego nie przezyje. Jesli macie jeszcze jakies rady co moglbym zrobic prosze piszcie. (:( [ Dodano: 2010-10-10, 00:30 ] Nigdy nikomu o tym nie mowilem. Wstydzilem sie tego.(wiedziala tylko moja milosc o tym chodz chyba nie do konca.) Zalezy mi na niej a boje sie ze ja stracilem. Nie wiem co mam robic dokladnie. Ona tez jest uparta. Nie chce ze mna rozmawiac. odpisuje mi ale tylko w jeden sposob. Ze mam nie pisac i dac jej spokoj bo to nic nie zmieni. Teraz tak zaluje tego. Nigdy w zyciu bym jej juz tak nie potraktowal. Nigdy w zyciu nie podniosl bym do niej glosu. Jesli trzeba bedzie podjac inne kroki to to zrobie. Od niedzieli malo czasu minelo i ja na jej miejscu tez bym nie chcial rozmawiac. Co ja moge jeszcze zrobic:( [ Dodano: 2010-10-10, 10:51 ] Prosze o jakies odpowiedzi. Strasznie mi niej zalezy. Co robic? Mam pisac? Mam przychodzic? Wiem ze nie zasluguje na pomoc. Ale ludzie sie zmieniaja. napisał/a: ~gość 2010-10-10 15:30 Sam nie wiem napisal(a):Co robic? Mam pisac? Mam przychodzic?sygnały od niej są jednoznaczne, zebys dal jej spokój.. nie mozesz nic innego zrobic w tej sytuacji bo jak nie przestaniesz ona moze uzyskac sądowy nakaz zebys sie trzymal od niej z daleka.. tak jak pisałam wczesniej - ona musi zobaczyc, przekonac się na wlasne oczy ze pracujesz nad sobą, ze naprawde chcesz sie zmienic.. dobrym krokiem jest wizyta u psychologa... bo bez tego mozesz sie szarpac a i tak problemy pozostaną.. rozumiem Twoj ból związany z dziecinstwem... uwierz, sama tez nie mialam lekko.. ale dziewczynie na razie daj spokój.. zawalcz o siebie w pierwszej kolejnosci
Odpowiedzi kika16 odpowiedział(a) o 16:17 hmm.. to z ogolu zle wrozy.. widocznie zle sie czuje w zwiazku, znudziles sie jej,albo juz miedzy wami nie iskrzy... najprawdopodobniej chce sprawdzic czy teskni za toba i czy elpiej jest jej bez Ciebie.. To o co prosiła. Daj jej czas na przemyślenie. Widocznie tego potrzebuje. czekac cierpliwie x d na jej decyzję x d Naomagic odpowiedział(a) o 16:16 A co chcesz zrobić? Jeśli chce czasu na przemyślenie to daj jej spokój, bo w przeciwnym razie spowodujesz, że ona już do Ciebie nie wróci. blocked odpowiedział(a) o 16:17 Cierpliwie czekać i nie naciskać .Czasem wszystkim zdarzają się wątpliwości, ale nie trać nadziei ;) aguula33 odpowiedział(a) o 16:17 Najlepiej poczekaj .Niech sobie to wszystko spokojnie przemyśli .Jak cię kocha to się odezwie. i nie pisz a ni nie dzwoń do niej na razie Doka odpowiedział(a) o 16:19 zrob to o co cie prosi... nie rob za wiele bo moze to sie zle skączyc...;( powodzenia! Wiesz, zależy ile masz lat? Jeśli masz np. 10-20 lat, to nie martw się jak nie ta to inna... Jesteś młody i jeszcze nie raz któraś się w okół Ciebie zakręci. Jeśli jesteś w dojrzałym wieku, to daj jej trochę czasu na ochłonięcie. Może ona boi się wejść w poważny związek. Mam nadzieję, że jakoś pomogłam. Pozdrawiam Daria. patii ^^ odpowiedział(a) o 16:24 Angela21 odpowiedział(a) o 19:47 pewnie musi przemyslec wszystko o waszym nadzieje:) Powiem ci tak jeśli dziewczyna chce coś przemysleć to znaczy na 90% że to koniec waszego związku ... animezoe odpowiedział(a) o 07:04 poprosu, daj jej kilka dni a przemyślenie tego, może chce zobaczyć czy za tb chce cię martwić, ale możliwe jest , że ona chce z tb zerwać, bo nie czuje się dobrze w związku,albo jej się znudziłeś. Lecz nic nie na jej odpowiedź. pozdrawiam Kamila Uważasz, że znasz lepszą odpowiedź? lub
fot. Adobe Stock, eduard Sądzę, że każdy człowiek ma gdzieś takie miejsce, w którym czuje się naprawdę szczęśliwy. Dla mnie takim miejscem są Bieszczady. Tutaj się urodziłem i nie wyobrażam sobie, że mógłbym żyć gdzie indziej. Ale nie zawsze tak było. Jeszcze całkiem niedawno nienawidziłem tych okolic z całego serca. Wydawało mi się, że gdzieś tam, z dala od tych lasów, gór porośniętych wysokimi trawami i pustkowia, życie jest piękniejsze i lepsze. Obiecałem więc sobie, że zrobię wszystko, żeby uciec. Uczyłem się jak wariat, byleby tylko dobrze zdać maturę i dostać się na studia do Warszawy. I udało się. Pod koniec września, niedługo po swoich dziewiętnastych urodzinach, wyruszyłem do stolicy. Dokładnie pamiętam tamten dzień. Zanim nastał, mama przez całą noc prasowała mi ubrania, szykowała jedzenie, pakowała torby. Układała wszystko równiutko, żeby się nie pogniotło, i… płakała. – Synu, zastanów się. Przecież ty tam nie pasujesz. Po co ci to wszystko? Nie lepiej zostać w domu? – pytała przez łzy. Nie rozumiałem, dlaczego tak rozpacza. Przecież powinna się cieszyć i mnie wspierać! Wreszcie ktoś z naszej rodziny miał szansę wyrwać się z tego bieszczadzkiego piekła. Tymczasem ona do ostatniej chwili próbowała mnie zniechęcić do wyjazdu. Jakby z góry zakładała, że mi się nie uda. – Daj spokój, mamo. Nie zamierzam jak ojciec i brat harować od rana do nocy przy wyrębie lasu. Chcę pracować w przeszklonym biurowcu, chodzić w eleganckim garniturze, a nie taplać się w błocie w kufajce i gumofilcach – odparłem zniecierpliwiony. Spojrzała na mnie smutno. – Pamiętaj, jeśli będzie ci źle, zawsze możesz wrócić do domu – wyszeptała. Nie zamierzałam wracać. Chciałem udowodnić sobie i innym, że to tam, w wielkim świecie, jest moje miejsce; że sobie poradzę. W tym szklanym biurowcu czułem się obco Dopiąłem swego. Skończyłem studia z wyróżnieniem i dość szybko znalazłem pracę w wielkiej korporacji. Gdy mnie przyjęto, myślałem, że pana Boga za nogi złapałem. Cieszyłem się, że ja, chłopak ze wsi ukrytej gdzieś daleko wśród lasów i gór, będę pracować jak prawdziwy Europejczyk. W firmie od razu rzucono mnie na głęboką wodę. Szybko zorientowałem się, że muszę radzić sobie sam, że na pomoc „życzliwych” kolegów z działu nie mam raczej co liczyć. Tutaj każdy pilnował swojego stołka i dbał o własną karierę. Ludzie uśmiechali się do mnie, a za plecami obrabiali mi tyłek. Byłem twardy, sprytny, więc z czasem nauczyłem się omijać wszelkie rafy. Nabierałem pewności siebie, zdobywałem doświadczenie i… powoli zapominałem, że oprócz firmy istnieje jeszcze normalne życie. Nie miałem czasu na nic. Z domu docierały wieści, że brat się ożenił, urodziła mu się córeczka. A ja? Nie miałem nawet dziewczyny. W wolnym czasie układałem plan pracy na następny dzień. I tak w kółko… Mój wysiłek się opłacił. Awansowałem. Dostałem, podwyżkę, własny gabinet, służbowego laptopa i samochód. – Ten wieśniak to umie się urządzić. Pracuje zaledwie kilka lat, a już wdrapuje się na szczyt – szeptali koledzy z zazdrością. Powinienem być z siebie dumny, szczęśliwy, ale… nie byłem. Nie potrafiłem cieszyć się z sukcesu. Coraz częściej nachodziły mnie myśli, że w tym przepięknym, nowoczesnym biurowcu czuję się obco, jakby to nie było moje miejsce. Ale szybko je odpędzałem. „Człowieku, co z tobą, przecież to było twoje marzenie” – mówiłem do siebie ze złością. I znowu zasuwałem jak szalony. Wmawiałem sobie, że tak trzeba, i że to jedyna słuszna droga dla mnie. Cztery lata temu, gdy zapracowałem na kolejny sukces firmy, wziąłem dwa tygodnie wolnego – mój pierwszy tak długi urlop. Był środek zimy, więc pomyślałem, że polecę gdzieś do ciepłych krajów. Stać mnie było na to, wystarczyło tylko pójść do biura podróży. Zamiast tego wsiadłem jednak w samochód i ruszyłem do domu, w Bieszczady. Sam byłem zdziwiony, że to robię. Przecież jeszcze tak niedawno nie znosiłem tego miejsca. A teraz nagle za nim zatęskniłem… Do Rzeszowa dotarłem w miarę gładko. Ale jak wpakowałem się w te nasze wąskie drogi, podjazdy, zakręty i zjazdy, zaczęły się kłopoty. Mój śliczny, nowoczesny, służbowy samochód słabo radził sobie na śniegu i lodzie. Posuwałem się naprzód w żółwim tempie, aż wreszcie, jakieś dziesięć kilometrów od domu, utknąłem w zaspie. Nie miałem wyjścia. Zostawiłem auto i dziarsko ruszyłem przez las. Myślałem, że sobie poradzę. Przecież kiedyś, wracając ze szkoły, nieraz pokonywałem tę drogę na piechotę. I nie sprawiało mi to większych trudności. Teraz jednak spuchłem już po dwóch kilometrach. Brnąłem przez śnieg coraz wolniej, zastanawiając się, czy uda mi się dotrzeć na miejsce przed zmrokiem. I wtedy usłyszałem za plecami warkot silnika. Odwróciłem się. Zza zakrętu wyłoniła się stara terenówka. Parła pod górę jak czołg. Kierowca zatrzymał się koło mnie i uchylił okno. Za kierownicą siedziała dziewczyna. Piękna jak marzenie. Aż mi dech zaparło. Przez te lata bardzo się zmieniła... – Może cię podwieźć do domu? – zapytała wesołym tonem. – Bo chyba utknąłeś. Tamto srebrne cudo w zaspie to twoje? – Moje. I bardzo chętnie skorzystam z pomocy. Ale… Czy my się znamy? – zapytałem, gramoląc się do środka. – Jasne, że tak! Jestem Jagoda! Mieszkaliśmy kiedyś po sąsiedzku – odparła. – O rany, przepraszam, bardzo się zmieniłaś – zmieszałem się; to fakt – gdy wyruszałem na podbój stolicy, Jagoda była w liceum. Miała pryszcze na policzkach i długie, chude nogi. Nie zwracałem na nią uwagi. Tymczasem przez te lata z brzydkiego kaczątka zamieniła się w przepięknego łabędzia. Dotarliśmy pod dom rodziców po kwadransie. Podziękowałem Jagodzie za ratunek – A o samochód się nie martw. Mój ojciec wyciągnie go rano traktorem – powiedziała na pożegnanie i chciała zatrzasnąć drzwi. Powstrzymałem ją. – Słuchaj, może się jutro spotkamy? Poopowiadasz, co u ciebie – zaproponowałem. – Zapraszasz mnie na kolację? – Oczywiście! Gdzie tylko chcesz! – No dobrze… Ale pojedziemy moim samochodem. Nie mam ochoty utknąć gdzieś z tobą w zaspie – uśmiechnęła się. Nie skończyło się na jednej kolacji. Spędzałem z Jagodą całe dnie. Jeździliśmy na nartach, chodziliśmy na wycieczki w góry. A wieczorem jechaliśmy gdzieś coś zjeść. Rozmawialiśmy z ludźmi, śmialiśmy się. Przypomniałem sobie, że oprócz mojego zapędzonego świata jest jeszcze inny. Spokojniejszy, radośniejszy, bardziej przyjazny. Odkrywałem Bieszczady na nowo i ze zdumieniem zauważyłem, że coraz bardziej mi się podobają. Zrozumiałem coś jeszcze: że zakochałem się w Jagodzie. Powiedziałem jej o tym ostatniego wieczoru, przed wyjazdem. Spojrzała na mnie smutno. – Ja też cię kocham, Piotr. Ale to nie ma sensu. Ty żyjesz tam, ja tu. Nic z tego nie będzie. Zapomnij o mnie – wykrztusiła. – No to wyjedź ze mną! – błagałem. – Nie mogę, nie chcę. Tutaj jest moje miejsce i tu czuję się szczęśliwa – odparła. Wreszcie byłem wolny! Wróciłem do Warszawy. Na biurku piętrzyły się stosy dokumentów. Rzuciłem się w wir pracy. Znowu dziesiątki spotkań, narad, rozmów z bardzo ważnymi klientami. Przy życiu trzymały mnie tylko wspomnienia o dwóch tygodniach spędzonych w Bieszczadach. I rozmowy z Jagodą… Dzwoniłem do niej codziennie. Choć starałem się ze wszystkich sił, nie potrafiłem o niej zapomnieć. – Jak masz dość, rzucaj to wszystko i przyjeżdżaj – mówiła, ale ja czułem opór. Ciągle jeszcze myślałem, że to moje życie, moje miejsce. Po trzech miesiącach coś we mnie pękło. Tamtego dnia od godziny siedziałem u prezesa i wysłuchiwałem idiotycznych pretensji na temat spadku wydajności pracowników w moim dziale. Ludzie zasuwali jak mrówki, żyły sobie wypruwali, a on się czepiał. – Jeśli nie poprawicie wyników, to się rozstaniemy. I z pana pracownikami, i z panem – zagroził w pewnym momencie. Miałem dość. – Mówi pan, że się rozstaniemy. No to do widzenia – i z tymi słowami wyszedłem. Napisałem wypowiedzenie, oddałem służbowego laptopa, kluczyki od samochodu i wybiegłem na zewnątrz. Serce biło mi jak szalone. Nie mogłem uwierzyć, że przed chwilą zwolniłem się z pracy. Zadzwoniłem do Jagody. – Wyjedziesz po mnie jutro na dworzec w Rzeszowie? – zapytałem podekscytowany. – Rany boskie, a co się stało?! Zabrali ci prawo jazdy? Zepsuł ci się samochód? – Nie, nic takiego. Po prostu wracam do domu. Na zawsze! – odparłem. Gdy wypowiedziałem te słowa, poczułem olbrzymią ulgę. Wreszcie byłem wolny. Od tamtego dnia minęły cztery lata. Prowadzę z ojcem i bratem firmę, zajmujemy się handlem i obróbką drewna. Ja wziąłem na siebie finanse i sprzedaż, oni resztę. Jesteśmy z Jagodą małżeństwem, wkrótce przyjdzie na świat nasze pierwsze dziecko. Niedawno przeprowadziliśmy się do pięknego, starego domu niedaleko Ustrzyk Dolnych. Kiedy wychodzę rano do pracy i patrzę na pokryte teraz śniegiem korony strzelistych świerków, nie mogę uwierzyć we własne szczęście. Mam przecież wszystko, o czym człowiek może marzyć: prawdziwą miłość, spokój – i swoje miejsce na ziemi. Czytaj także:„Mąż całe życie wydzielał mi pieniądze. Gdy zachorował, po prostu je sobie wzięłam. Ta forsa należy mi się jak psu buda”„Mąż był ze mną, by połechtać swoje ego. Gdy zaczęłam odzyskiwać rezon, uciekł do innej zahukanej naiwniaczki"„Umówiłem się na randkę z gorącą laską z neta. Tak przynajmniej myślałem... Przyszło mi słono zapłacić za moją naiwność”
dziewczyna mnie zostawila co robic